Jeden ze znajomych przeanalizowała notatki z sesji terapeutycznych 217-osobowej grupy pacjentów, którzy zwrócili się do niego w ostatnim czasie z bólem obejmującym okolicę lędźwiowo-miedniczną i bólem promieniującym do kończyny dolnej i u których – wedle posiadanej dokumentacji medycznej (z poradni rehabilitacyjnej, neurologicznej lub ortopedycznej) – jako przyczynę bólu stwierdzono „dyskopatię”. W grupie tej u 195 pacjentów (90%) ponadto zdiagnozowano rwę kulszową.

Zastanawiające jest to, że badanie biomechaniczne wykazało rzeczywistą rwę kulszową w 14 przypadkach (co zostało potwierdzone efektami późniejszej terapii). Czyli zaledwie 6% pacjentów miało istotnie ischialgię. Ciekawostką jest to, że spośród grupy 195 pacjentów ze stwierdzoną „rwą kulszową” dodatni objaw w prawidłowo wykonanym teście Lasegue’a miało… jedynie tych 14 pacjentów.

Innymi słowy: 93% pacjentom postawiono diagnozę „wziętą z sufitu”.

Czas na zatrważające konkluzje:
1. Leczenie bólów kręgosłupa w naszym kraju jest fikcją (bez właściwej diagnozy, trudno mówić o właściwym leczeniu)
2. „Autorami” większości „diagnoz” są radiolodzy, którzy przecież prawie nigdy nie mają szansy zobaczyć pacjenta (to, co pierwszy z nich napisze w opisie, jest przepisywane bez większej refleksji przez lekarzy innych specjalności przez całą dokumentację pacjenta).
3. Leczenie bólu kręgosłupa w ramach NFZ w większości przypadków opiera się na radosnych próbach „trafienia w zabieg”.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.